Blog > Komentarze do wpisu

Dziadowska wiara

Znamy ją aż nadto z wielu dziadowskich pieśni, albowiem pobożność jest jak pieskie przywiązanie do człowieka, merda ogonem, ale potrafi i ugryźć. Na temat dziadowskiej pobożności sporo wierszy napisano, które następnie krążyły pod postacią anegdot i przykościelnych odpustowych pieśni. Dla przypomnienia tego brodatego, dziadowskiego znamienia podpartego przeważnie kosturem wspomnę o tej pobożnej, lecz czasem poczciwej stronie natury człowieka, która czasem nie z własnej winy powraca znowu do nas po wielu latach zapomnienia. Zacznę po królewsku, jak to król Sobieski napotkał dziada proszalnego pytając go komu służy. – Panu Bogu - padła odpowiedź. Król zauważył wówczas ironicznie, że dziad będąc sługą tak możnego Pana chodzi po żebrach. Dziad jednak nie zamierzał się skarżyć. - Królu – odpowiedział, łypiąc szelmowsko okiem – jaka służba, taka i zapłata jest... Po tych wielu historycznych pobożnych przeważnie i brodatych dziadach pozostały ich przezwiska, a dziś czasem z dumą noszone nazwiska, które w /Tragedii żebraczej/ (1551), i w później napisanej /Peregrynacji/ znajdujemy. Byli nimi – Łazarz, Chełpa, Lagus, Wyrwant, Dygudej, Lupa, Toboła, Kubrak, Chrapek, Chmielarz, Zwoniczka, Guza, Chroma, Latawica, Stypa – krążyli oni po odpustach, żebrząc o wsparcie, zapuszczając się w swych wędrówkach do Wiednia i Rzymu, by potem handlować relikwiami, uzdrawiać i opowiadać po wsiach o wielkich cudach tego świata. O jednym z tych /dziadów/, którego Kubrak nazywano, mógłbym coś niecoś i coś tam coś tam opowiedzieć, ale nie będę ryzykował, bo mógłbym jeszcze za to od kogoś oberwać kijem bejsbolowym, tak jak oberwał prof. Wilczur w /Znachorze/ Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Dziś pobożne żebracze zajęcie powraca ze zdwojoną siłą. Jak dawniej chodzą po domach, ale i po śmietnikach osiedlowych można ich napotkać bardzo często. Wystają też na skrzyżowaniach ulic. Dzielą się oni jak dawniej na różne kategorie żebraków. Jak dawniej mają swojego wójta, a nawet i króla czasem. Mają swoje rewiry, swoimi znakami znaczą futryny drzwi, do których inne żebracze psy przybywają i odczytują te znaki, dowiadując się z nich czy warto tu zapukać czy też nie. Każdy żebrak, czy jest dziadem, czy też dzieckiem proszącym o kawałek chleba jest społecznym wyrzutem sumienia, a pobożność żebracza jest czasami bardziej autentyczna i bogatsza od naszej niedzielnej pobożności. Będąc w Stanach słyszałem od znajomych ludzi, o żebrakach bardzo dobrze sytuowanych, którzy na co dzień zamieszkują w luksusowych apartamentach, zawodowo zajętych, chodzących do kościoła, ale zajmujących się także żebraniem na skrzyżowaniach ulic w innych dzielnicach miasta. Trudno ich rozpoznać, bo są znakomicie zamaskowani. Dziś służby komunalne dziadostwo żebracze stara się plenić, ale to plenienie jakoś im nie wychodzi i jest nieskuteczne. Być może to dziadostwo jest jak czarny kot, albo inny pobożny zabobon, z którym nie może sobie poradzić dzisiejsza opieka społeczna, ani nawet Caritas. /...Dawniej bywało, dziad na odpust spieszył, nieraz też było, że pod krzyżem zgrzeszył. A teraz, chociaż niekiedy i łaknie, to mu sił zbraknie.../. Mówi się, że żebracza wyciągnięta ręka wychudzona, to jak most podwieszony do Nieba. Na Skałce w Krakowie ósmego maja roiło się zwykle od śpiewaków z kosturami. Schodzili się tu i pewnie nadal się tu schodzą zewsząd, czcić biskupa Stanisława, który tu zginął od miecza króla Bolesława i jego królewskich żołdaków. Na mój pobożny dziadowski nos, ta państwowa królewska zbrodnia na biskupie Stanisławie podobna jest do zbrodni na ks. Jerzym Popiełuszce, bo ma te same polityczne korzenie, o zamachu na życie JPII i katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem już nie wspominając. Nie chcę, aby to zostało odebrane jako ogłoszenie, albo tania reklama, ale wiadomość ta jak ulał pasuje do mego jak mi się zdaje pobożnego tekstu. Otóż w mieście Grójcu słynnego z jabłoniowych sadów mieszka znachor – cudotwórca, który leczy wszystkie choroby tego świata. Przed jego domem stoją czasem tłum ludzi wierzących w jego uzdrawiające magiczne lekarstwa i jego tajemny dotyk. Ów znachor nazywa się Tomasz Kuń. O Podkowie Leśnej i specjalnej wodzie już nie będę wspominał. Wesołych Świąt.
środa, 20 kwietnia 2011, szymek_50

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
bez_anteny
2011/04/20 12:13:43
A co Pan zaproponowałby tej głupiej, bezradnej, schorowanej tłuszczy stojącej pod domem cudotwórcy Kunia, która nie zna odpowiedzi na pytanie dlaczego cierpi?
a) Wziąć się w garść?
b) Myśleć racjonalnie?
c) Pójść na kasting do TVNu?