Blog > Komentarze do wpisu

Tłumacząc na /język wolski/

Wczoraj na szklanym ekranie ujrzałem znowu Pana Premiera. Nie było to żadne Objawienie, ani tym bardziej – /Siła Spokoju/ polskiego Parlamentu - uosobiona w Premierze Waldemarze Pawlaku. Był to zwyczajny żmudny i codzienny briefing słoneczny, Pana Premiera Donalda Tuska, który jak zwykle ciekawskim dziennikarzom i nam zjadaczom naszego chleba powszedniego, obywatelom różnej kategorii, tłumaczył za tłumaczy, tłumacząc zawile, zawiłość tłumaczenia tekstu, zawartego w znanym, gorącym od plotek raporcie, na który obywatele RP, a przede wszystkim opozycja polityczna, wciąż czeka i doczekać się nie może. Pan Premier zapewnił solennie, patrząc swym znanym wzrokiem w nasze owcze oczy, że raport będzie na czas przetłumaczony i to jeszcze w lipcu tego roku, w całości, albo w lwich fragmentach. Nie będę bronił Pana Premiera, bo on tłumaczył się wczoraj w bardzo zawiłym stylu, do którego mnie maluczkiego, niestety nie przekonał. Przyznać muszę, że ten cały wczorajszy dzień czwartkowy, przynajmniej w moim odczuciu, od niemal samego rana był wyjątkowo na nie. Pochmurny i deszczowy, z kolejną serią nawałnic, a także zgonem zasłużonego dla polskiego radia dziennikarza - Andrzeja Zalewskiego, którego charakterystyczny, ale spokojny, zawsze ciekawy i przyciągający tembr głosu, potrafił zamienić pogodę deszczową w słoneczną. Na krótko przed briefingiem Pana Premiera w TVN24 wysłuchałem pokornie, co na temat tłumaczenia tego spóźnionego raportu ma do powiedzenia Pan, który zna się na wszystkich kruczkach i deliktach prawnych jak nikt inny. Okazało się również, że Pan poseł Ryszard Kalisz - bo o niego mi chodzi - który wraz z posłem Ludwikiem Dornem zasiadając zgadzał się z nim jak nigdy dotąd - zna się również na tłumaczeniu, a nawet na samolotach i potrafił to wczoraj telewidzom wyłożyć. Nie chcę pisać za wszystkich, ale ja Ryszarda Kalisza doskonale wczoraj rozumiałem, posła Ludwika Dorna natomiast nieco mniej. W naszym kraju panuje powszechne przekonanie i ktoś to już ogłosił wszem i wobec, że polscy piloci potrafią wznieść się nawet na drzwiach od stodoły. Zdaje mi się, że to obiegowe powiedzenie w języku polskim znane było już w czasach II RP. Nawiasem mówiąc pierwszym polskim Ikarem był Jan Wnęk z Odporyszowa k/Tarnowa. Zapraszam na stronę: - http://www.zabno.diecezja.tarnow.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1054&Itemid=1 W swoich młodych, a były to lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte, a nawet siedemdziesiąte XX w. uczyłem się języka rosyjskiego, licząc że w przyszłości mi się może przydać bardziej niż angielski. Czasy się zmieniły, i dziś na świecie króluje język angielski, choć Francuzi mają o to pretensje, że nie ich salonowym językiem mówi się na świecie. Rozumiejąc i uznając trudności naszych tłumaczy z języka naszych sąsiadów z północy i wschodu za słuszne, zastanawiam się czy aby nie należy rozważyć przywrócenia w naszych szkołach obowiązkowej nauki języka rosyjskiego. Mogę się pochwalić, że jestem w posiadaniu słownika rosyjsko-polskiego z roku 1949. Jest trochę już pożółkły, nadwerężony czasem i sfatygowany, /Biały Kruk/, w mojej podręcznej bibliotece. Wytłoczono go w Spółdzielni Wydawniczej /Współpraca/ w Warszawie, w ilości 200 tys. egzemplarzy. Ażeby zrozumieć historię tłumaczenia i przekładu tekstów, należy cofnąć się w czasie i sięgnąć do Biblii, czyli Pisma Świętego, którego tekst był tłumaczony wielokrotnie. Biblia niczym Koran, a także inne /księgi święte/ pisane pismem klinowym i obrazkowym, na kamiennych tabliczkach i na papirusach były pisane pismem oryginalnym. Dotyczy to również słynnego kalendarza Inków na kamiennym dysku. Pismo Święte również było napisane w obowiązujących w ówczesnym świecie językach – hebrajskim, greckim, aramejskim i tłumaczone na inne języki, którymi ówczesny świat się posługiwał. Pierwsze w historii przekłady całości Biblii na język polski pojawiają się w okresie Reformacji. Nie będę tego interesującego biblijnego wątku tłumaczenia rozwijał, choć jest on niezwykle ważny dla zrozumienia niuansów tłumaczenia rozmaitych raportów i książek. Podobną do tłumaczenia Biblii jest tłumaczenie dzieł Williama Szekspira. Jak oddać ich wierność, by nie popełnić gafy? Oto jest pytanie. Podobnie jak Biblie, przetłumaczono je na wszystkie języki świata. No może poza /językiem wolskim/. Tym /wolskim językiem/ posługiwał się niegdyś Stanisław Tym w kabaretach i znanych filmach Stanisława Barei z czasów PRL , których akurat nie trzeba tłumaczyć, aby ten /język wolski/ zrozumieć. Na koniec chciałbym wyrazić nadzieję, że tego mego dzisiejszego tekstu nikt nie będzie musiał tłumaczyć i zostanie on zrozumiany od początku do końca.
piątek, 22 lipca 2011, szymek_50

Polecane wpisy

  • Stirlitz

    Długim, zimnym korytarzem, pewnym i równym krokiem, Stirlitz doszedł do drzwi gabinetu Mullera. Zatrzymał się przy wysokiej mosiężnej klamce i zamyślił się jes

  • Wigilijny monolog

    W kulturze religijnej i tradycji polskiej, święta Bożego Narodzenia mają swój szczególny wymiar i wbrew dywagacjom nieodżałowanego satyryka, Jana Tadeusza Stani

  • Boni

    Boni, to słowo klucz, do mowy trawy, mowy ciała, mowy nienawiści i wszelkiej innej mowy, z domieszką mowy elektronicznej, mowy bez kozery i mowy z albowiem, tej

  • skażona

    paruję z powierzchni ziemi  znikam  ulatniam się w niezmaterializowanej postaci  gdzieś na wysokości przelotowej  moje cząsteczki skupiają s

  • Lustro, Guillaume Apollinaire

    Nie jestem zagorzałą fanką poezji, a już na pewno nie przepadam za łańcuszkami. Dlatego akcja ZAPEŁNIJMY FEJSA POEZJĄ nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Dałam się

TrackBack
TrackBack URL wpisu: