Kategorie: Wszystkie | Różne | Stan Wojenny
RSS
sobota, 19 maja 2012
Świat w absurdy jest bogaty. Na temat naszych absurdów można by jeszcze wiele książek napisać. Zakres polskich absurdów jest szeroki i długi niczym rzeka Wisła. Występują w niej absurdy płytkie i głębokie, do tych drugich należą absurdy patriotyczne, wzmocnione wiarą i nadzieją, którą w filmie /Rejs/ i w wielu książkach można zaobserwować. Płynąc Wisłą barką, z Krakowa do Gdańska możemy wpaść na absurdy płytkie w postaci występujących manifestacji ulicznych w Warszawie i innych podobnych zgromadzeń, włącznie z mieliznę toruńską. W Gdańsku trzeba uważać, by z dopływu martwej Wisły, Motławy, powrócić do Wisły żywej. Wszystko zależy od komunikatu poziomu wody, w punkcie kontrolnym Wisły w Szczucinie. Leżące nad Wisłą Uniwersytety - Jagielloński, Toruński i Gdański zapewne dbają, by właściwy poziom wody w Szczucinie zapewnić. Nie będę wymieniał znakomitych absolwentów tych /Kuźni/ polskiej nauki i oświaty, ale na jednej postaci dziś się zatrzymam, z okazji wyróżnienia przez /Gazetę Wyborczą/ Pana Tadeusza Konwickiego, tytułem /Człowieka roku/. Płynąć Wisłą z Tadeuszem Konwickim byłoby ciekawie. Nie tak dawno temu Wisłę przepłynął kajakiem nasz Wielki podróżnik, Marek Kamiński, który z Januszem Palikotem i osobą niepełnosprawną zdobywali Biegun Północny. Z wyprawy Kamińskiego powstał Komiks. Mam nadzieję, że Komiks /Wisła/ też powstanie i wzmocni Komiks /Biegun/. Tytułowy bohater powieści /Kariera Nikodema Dyzmy/, Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, dociera na najwyższe wyżyny władzy. Scena spotkania w parku, ubezwłasnowolnionego hrabiego Żorża Ponimirskiego, z Nikodemem Dyzmą jest tak charakterystyczna i wymowna dla dzisiejszych czasów, jak 2x2=4. Ten i wiele innych absurdów z naszej wczorajszej i obecnej rzeczywistości, to mielizny na które czasami wpadamy świadomie. Pierwszy Sołtys II RP, Wincenty Witos wiedział co robi, ale nie przewidział konsekwencji tego pańskiego uwłaszczenia. http://www.youtube.com/watch?v=XvAwziD3r0c Tadeusz Konwicki też o tym wiedział i to chamstwo w państwie czasami napiętnował. Wydana w roku 1967 powieść Tadeusza Konwickiego pt. /Wniebowzięcie/ o tych naszych społecznych problemach mówi. Jutro święto /Wniebowstąpienia/. Warto do tych wczorajszych i dzisiejszych absurdów naszego życia społecznego, politycznego i gospodarczego, w wymiarze nadprzyrodzonym i doczesnym, pomiędzy paciorkami różańca nawiązać. /Zwierzoczłekoupiorów/ ci u nas pod dostatkiem. Chłop żywemu nie przepuści. Módlmy się o zdrowie, by unikać /zwierzoczłekoupiorów/, a być może zjawi się wóz ognisty z zaprzęgiem ognistych rumaków, które przeniosą nas na Marsa. Amen.
12:11, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
Solipsyzm zakłada teoretycznie, że nic nie istnieje, istnieją tylko nasze wyobrażenia. Teoria ta zgadza się w części z naszą obecną rzeczywistością w sprawie autostrad i gazu łupkowego, który podobno jest, ale go nie ma. Mam nadzieję, że Kanadyjczycy jego obecność udowodnią, ale nie jestem tego taki pewien. Być może pisałem już o tym, że bycie Boczkiem może wywoływać w ludzkich zasobach rozmaite, sprzeczne czasami z rzeczywistymi faktami, reakcje. Póki co Arnolda Boczka odbieram niczym Onufrego Zagłobę, którego Henryk Sienkiewicz umieścił w swej Trylogii ku pokrzepieniu naszych serc. Nie będę się powoływał na autorytet Arnolda Baczka ze znakomitego skądinąd serialu /Świat według Kiepskich/, ale bym skłamał, że nie nie jestem pod wrażeniem wielu jego odcinków ze znakomitą piątką jego aktorów, Helenką, Halinką, Arnoldem, Marianem, i wreszcie Ferdynandem Kiepskim. Wszyscy znają ich nazwiska, więc nie będę ich wymieniał. W serialu tym występują jeszcze inne znakomite postaci, które sprawiają, że 2+2=4. Wszystkich nie będę wymieniać, ale o kilku napomknę. Niezapomniany, Edward Żentara, znakomity Mariusz Czaja, fenomenalny Krzysztof Dracz a także inni niepowtarzalni, których można jeść całymi garściami. Znaleźć można ich na stronie www i o nich przeczytać. Karwa kawka Badury, to wszystko wyjaśnia. http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiat_wed%C5%82ug_Kiepskich#Obecnie Serial ten i parę innych rzeczy, którymi się zajmuje, dla mnie osobiście jest w pewnym sensie kołem ratunkowym, żeby w tej naszej rzeczywistości do końca nie zwariować. Sztuka potrafi ocalić człowieka, gdy się jej nie czuje to trzeba być Boczkiem, którym rządzi kiełbasa i inne podroby. Nie będę wymieniał odcinków, które mnie rozśmieszyły do rozpuku, bo było ich wiele. Chociażby wczorajszy 346 /Po prostu być/, był czadowy. Mam już swoje lata lecz ciągle się waham, bo choć wiem już sporo, nęka mnie sprzeczność antagonistyczna, w każdą niedzielę. W swoim lokalu mam swój mały pokój, swój telewizor, łóżko i kubek, ale to mi nie wystarcza, nabyłem więc komputer i siedzę przy nim, czasami aż do rana. Eksperymentowałem trochę z drewnianym talerzem, lecz w złości nie mogłem go rozbić, w talerzu zacząłem więc rzeźbić kwiatki i jadać z ozdobnej porcelany. Mój światopogląd nabrał rozpędu gdy w Kosmos wyleciała Łajka i wówczas zacząłem się zastanawiać nad lądowaniem Amerykanów na Księżycu, ale nie wiedziałem, że nieznani jeszcze Kaczyńscy zaczęli go już penetrować i dogadywać się z Twardowskim. Mój stan niepewności jako jednostki ludzkiej pomimo dotychczasowych przemian społeczno-politycznych trwa do dziś. Ciągle się waham pomiędzy za i przeciw, ale jest to wynik wyniesionego doświadczenia życiowego, bo w wielu jego obszarach nie raz się sparzyłem i podobnie jak św. Tomasz nikomu już nie wierzę. Nie wierze nawet samemu sobie, choć obawiam się trochę, że może mną kierować Dialektyka Żywiołowa. Rzeźbiąc me kwiatki pomyślałem sobie, że jestem tylko jednostką i nawet gdybym się dokopał do sprawiedliwości społecznej, nic bym tam dla siebie zapewne nie znalazł. Piłą drewno przeżynałem. Z kawałka żelaza zrobiłem młotek i potrafiłem go nawet zahartować. Nauczyłem się wbijać gwoździe, operować siekierą, kosą ścinać trawę, a nawet jeździć traktorem. Z tej gamy doświadczeń jako jednostka ludzka jestem nawet dumny, ale ciągle mi czegoś brakowało. Zacząłem więc sport uprawiać na mej życiowej grzędzie i nawet nieźle podskakiwałem na Stadionie Leśnym w Olsztynie w niecałą dekadę po Józefie Szmidcie. Jako jednostka ludzka w roli sportowca dowiedziałem się o co w sporcie wyczynowym biega i jak należy skakać, by jako jednostka ludzka nie utonąć w w tzw. ludzkiej masie. Byłem jeszcze w paru miejscach w kraju i na świecie w charakterze ludzkiej jednostki. Po tych znamiennych doświadczeniach skupiłem się na Solipsyzmie. Jako jednostka ludzka jestem obecnie pod jego wpływem tzn. jak myślę to jestem, a jak nie myślę to mnie już nie ma. Podpowiadam. Dobrze jest czasami się wyłączyć z tego całego zamętu i po jakimś czasie powrócić, najlepiej w nocy, żeby społeczeństwo się nie zorientowało. Szkoda tylko, że zdrowy rozsądek i praktyka dnia codziennego zakłóca mój Solipsyzm i jego spokój politycznym szumem, ale jako ludzka jednostka jestem w stanie zrozumieć, że ten szum, brzmi dla mego dobra. Ok, teraz po tej pisemnej konwersacji z samym sobą, muszę iść pozamiatać i pozmywać naczynia. Karwa kawka, świat istnieje.
12:10, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 maja 2012
Nemezis dziejowa. Tera my. Jak to Witos szlachtę wywłaszczał. Na podstawie „Szczutka” Nr. 24 z dn. 15.06.1919r. Co do joty. Jeden jest Bóg Abrahama i Izaaka. Powiedziano: oko za oko, ząb za ząb. Zresztą nasze starozakonne nie mają nieruchomość ziemską: oni mają nieruchomość miejską, ruchomość handlową i ruchomość walutową, to nas ból o te folwarki nie bierze. Wy jesteście, panie Witos, jak te ładne zdrowe drzewo cedr na Libanie. Niech Wam Jehowa da długie lata i ładny majątek. Wiwat wszystkie stany ! Wywłaszczajcie… (gojów) Dąbki, papier naszykowałeś ? - Naszykowałem. - No to pisz, od lewego. Czy to wiater w polu wieje ? Czy listopad w borach szumi ? Czyli może deszcze płaczą ? Hej, nie wiater to, nie listopad ! Hej nie deszcz, jeno łzy. Witos panów wywłaszcza. Na wielkiej drodze ścisk. Dudni jak na Łowickim jarmarku. Kłęby kurzawy, kwik szloch, wzdychanie. O raju, raju ! Zagania przed sobą Witos Zamoyskiego, pięciu Lubomirskich. Dalej panowie Potoccy, Branicki z Wilanowa cały w ślozach. Dalej jeszcze Radziwiłł, Czetwiertyńskich paru, jeden Sapieha, jeden Wielkopolski, jeden Tyszkiewicz i jeden Tarnowski, pomniejszych nie zliczyć… Biegną Skarżyscy, Starzeńscy, Szarzyńscy, Surzyńscy, Surzyccy, Sieniawscy, Siemińscy, Saniccy, Sianożęccy, Sascy, Pułascy; jeden Goldstaub i dwóch Przeworskach; jeden Natanson i dwóch kibiców – Konenberg. Zagarnia ich Witos, Dąbki podpędza. Putek z koślawym Antkiem Kłonicą egzorcyzmy czyta. Thugutt w Paryżu zębami kłapie z wielkiej uciechy. Poniatowski ze Stolarskim trochę na uboczu… Jakoś to wyszło za bardzo po chamsku… Daszyński do Moraczewskiego mówi półgłosem. - Jędrek wiesz ? Trochę mi tej szlachty żal… Moraczewski chrząka i odpowiada: - Nemezis dziejowa, towarzyszu. Ale ma łzy w oczach. W Warszawie Sodoma i Gomora. Kiniorskiego szlag trafił. Stecki wyjeżdża na Bukowinę, skąd ma nadzieję powrócić niebawem, na czele kontrrewolucji. Świętochowski zgasł wśród nieopisanego płaczu Meiznerów. Niemojewskiego zalewa krew własna. Umiera z objawami zatrucia. Nowaczyński wyjeżdża do Ameryki, bo takiej Polski nie chce. Bodaj do Patagonii. Na razie bierze bilet do Skolimowa. Reymont blady jak trup, pali „Chłopów”. Tymczasem ser z miejsca drożeje o pięćset marek na funcie. Chłopy sprzedają kartofle po marce za fut. Trzech gospodarzy spod Jeziorny wwaliło się na premierę i gwarzy jak w karczmie zagłuszając paradoksy Wide’a. Słów ze sceny nie słychać. Rabski rozdziera surdut i rozkłada się w oczach publiczności na części składowe. Erenburg łamie pióro. W całej Warszawie zabrakło gorsetów, podwiązek, Mes Delices, jedwabnych pończoch i pasty do zębów. Swąd. No i co ten Wincenty Witos nawyprawiał. Słowem chłop rozprawił się z panami i do dziś w Polsce jest państwo w państwie. Byle Duda potrafi rządzić na ulicy ze swymi żołnierzami z Solidarności, których jak powiada Lech Wałęsa, policja powinna rozgonić pałami. Nie dość tego wszystkiego w tym bezrządzie, nasz pan lękający się premier, karze jeszcze przepraszać. Koniec świata. Luuudzie! Na miłość anielską, gdzie my jesteśmy. Na szczęście dzisiaj środa i na tą psychiczną odtrutkę obejrzę sobie dwa odcinki /Świata według Kiepskich/. Wczoraj, w odcinku pt. /Mecz/, Ferdek został powołany przez prezesa Kozłowskiego na trenera reprezentacji osiedlowej. Boczek po paru treningach zrezygnował, ale w jednym z meczy przegrana okazała się zwycięstwem. W naszej rzeczywistości krajowej jest podobnie. Może mi przejdzie ta polityczna i sportowa chandra po przegranej Agnieszki Radwańskiej z niżej notowaną Czeszką Petrą Cetkovską. Może to i dobrze, że przegrała. Sam nie wiem. Niech żyje Ewa Stankiewicz i Piotrek Duda. Już mi lżej na Duszy.
15:11, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 maja 2012
Godzina 00:01. Wtorek, 15 maj 2012 rok. Właśnie we wszystkich służbach, a także w OSP zaczyna się stan gotowości przed Euro. Zaczyna się nowa doba tych wielu ważnych dób, które są przed nami w ramach Euro i Olimpiady. Wiadomości, w ramach dywagacji /Bez ograniczeń/ w Superstacji z Jackiem Zimnikiem, w /Szkle kontaktowym/ z panem dyr. Miecugowem i /Kropce nad i/ u pani Moniki, na temat wypowiedzi Janusza Palikota w Sejmie i zachowania prof. Stefana Niesiołowskiego pod Sejmem w konfrontacji z dziennikarką PiS, Ewą Stankiewicz. Panią Ewę nieco niżej prezentuję na filmikach YouTube – dwa adresy. W programie Tomasza Lisa poseł Adaś Hofman naciskał na pana premiera, by ten wyrzucił Stefana z PO. Obecny przy tych nawoływaniach pan profesor potraktował zapędy młodego polityka w podobny sposób jak traktuje adeptów muzycznych pani Elżbieta Zapendowska - z życzliwym uśmiechem ignorując rozgadane usta prezesa Kaczyńskiego. Wszyscy się zastanawiają co zrobić z byłym bramkarzem polskiej reprezentacji, Jankiem Tomaszewskim, który dziś strzela samobóje do polskiej bramki i naszego image narodowego. Mogłem się przerzucić na kanał telewizji /TRWAM/, ale przerzuciłem się na megahit /Anioły i Demony/ na Polsacie i przez moment z nimi przebywałem, po raz wtóry oglądając ten pełen tajemnic obraz. Być może będę potrzebował Egzorcysty żeby mi to wszystko wytłumaczył. Całe szczęście wiem gdzie go znaleźć. Bohater filmu na papieskim dworze wraz z piękną partnerką tropi Luminatów. Dziwnym trafem w tym samym czasie odbywa się ekshumacja pochowanych w bazylice zwłok gangstera, finansowego /Dobrodzieja Watykanu/ w znanej sprawie z (1983) porwania 15-letniej dziewczyny, córki pracownika domu papieskiego. Filmowy bohater zwycięża, ale tajemnice za Spiżową Bramą nadal są zagadkami, którymi rozmaite służby posługują się w swoich tajemnych rozgrywkach. Przy okazji pozdrawiam pana Edwarda K i Tadeusza Sz, który być może napisze jeszcze o tzw. Bożej Cząsteczce, którą naukowcy szukają w Wielkim Zderzaczu Hadronów (LHC), w Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych CERN pod Genewą. Przy tych badaniach należy wymienić nieżyjącego już niestety prof. Stefana Ćwioka, oraz jego wychowanka i długoletniego współpracownika prof. Witolda (Witka) Nazarewicza. Pamiętać należy w tym miejscu o roli Watykanu w demontażu PRL-u, a także jego znaczeniu i zaangażowaniu w Solidarność Zachodu także w ratowaniu wielu hitlerowców i naukowców, którzy Nazistom służyli w II Wojnie Światowej. Za pośrednictwem Watykanu przejęli ich potencjał Amerykanie i wykorzystali go tak jak umieli najlepiej, londując z ich pomocą także na Księżycu. Być może prezes Jarosław Kaczyński tych naukowców Adolfa Hitlera miał na myśli. Ten /chiński paradoks/ Solidarności w znaczeniu politycznym, duchowym i gospodarczym ciągnie się za nami od lat pięćdziesiątych XX wieku, aż do autostrady A-2, która nas do Euro ma doprowadzić. Nasz pan minister infrastruktury głośno się zastanawia co zrobić by dojechać. Związkowcy ugrać chcą swoje i nie zamierzają być solidarni z panem ministrem. Dziś to właśnie Chiny stają się tym najważniejszym żółtym koniem pociągowym naszej gospodarki. Pan premier jest w Kanadzie wśród swoich, w poszukiwaniu ratunku dla naszych pokładów gazu łupkowego patrzy na słupki swego poparcia i każe prof. Stefanowi Niesiołowskiemu przepraszać. W Kanadzie jeszcze nie byłem, ale kto wie, być może tam polecę do swoich, by zapytać się indiańskiego czarownika, jak żyć i w jaką prawdę wierzyć. Mam nadzieję Hancock w tym planie mi pomoże. Być może Janek Tomaszewski ma rację, a może Stefan, który zna się na owadach. Hancock podobnie jak Stefan siedział w więzieniu, choć z łatwością mógłby wyjść na wolność nie uczynił tego. Hancock to postać filmowa Stefan postacią jest historyczną, który nie pozwolił się filmować Ewie Stankiewicz. Po ostatniej dynamicznej walce Pudziana było w nim coś z Hancocka. Powiadają, że myślenie ma kolosalną przyszłość. Hancock naprawia Amerykę, podobnie jak Hofman z Brudzińskim chcą Mamy wojnę polsko-polską z Jarosławem Kaczyńskim w roli głównej. Do sierpnia ma kilka miesięcy by przejąć władzę, ale ekipa Donalda Tuska wraz z prezydentem Bronisławem Komorowskim trzyma się mocno w sondażach i w terenie, w Kanadzie także od wielu dziesięcioleci. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz powrócił nawet do dawnej historycznej nazwy Stoczni Gdańskiej z imieniem Lenina na bramie głównej, czym zburzył dobry nastrój wielu przeciwników Lecha Wałęsy. Warunki, które postawił Piotr Duda z Karolem Guzikiewiczem są trudne do spełnienia, o nich właśnie z pomocą pani red. Ewy Stankiewicz i związkowców z łańcuchami i kijami pod Sejmem ręcznie tłumaczyli niektórym posłom. http://www.youtube.com/watch?v=VlVDcQIZwcE http://www.youtube.com/watch?v=kBMXA3PAIHk Warunek jest jeden, zahamować reformy i oddać rząd polskim Talibom, którzy już wiedzą co mają robić. Między wierszami krzyczą o tym głośno wieszając kukły, paląc ogniska i maszerując z pochodniami. Za czasów Adolfa Hitlera był taki zwyczaj palenia książek. Dziś ten płomienny nastrój powraca na naszych ulicach. Na szczęście zimni ogrodnicy i zimna Zośka chłodzą nasze emocje. Jak mawiał św. Gaudenty – /Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma/, i to trzyma mocno. Jutro 16 maja. W tym dniu mija 451 lat od śmierci hetmana Jana Amora Tarnowskiego w swej ukochanej rezydencji w Wiewiórce, nieopodal zamku w Tarnowie. W ubiegłym roku była okrągła rocznica śmierci tego zasłużonego dla naszej historii rycerza, Miejscowe władze świeckie i kościelne z okazji tej rocznicy nie zorganizowały żadnego spotkania, a szkoda. Byłem to wiem. Do byłej rezydencji hetmana w Wiewiórce wpuścił mnie właściciel tego miejsca. Zarówno z Tatarami jak i z Kozakami Tarnowski obchodził się surowo, ale po chrześcijańsku. Wielu Tatarów Hetmana zamieszkuje w tych stronach po dzień dzisiejszy. Gdyby Jan Tarnowski żył dzisiaj zapewne autostrada A-2 byłaby skończona, a i A-4 która obok Wiewiórki przebiega, pewnie też by łączyła już dawno polsko-ukraińską granicę, po której Pani Premier Julia Tymoszenko mogłaby jechać zdrowa i wolna na mecz do Warszawy. Szef obecnej Solidarności Piotrek Duda i inni związkowi działacze grożą, że będą okupywać stadiony w ramach protestu przeciwko polityce rządu. Jedyny ratunek w Janku Tomaszewskim, którego osobiście lubię za bezkompromisową postawę. Czekam na Janka oficjalne oświadczenie w sprawie jego absencji na meczach naszej reprezentacji. U pani Moniki Olejnik powiedział, że nie będzie patrzył na mecze Polaków. Po cichu liczę na zdrowy rozsądek pana Janka. Może pani Ewa Stankiewicz, albo szef Gazety Polskiej dotrze do Janka i go przekona, żeby zawiesił swoje święte zasady i kibicował naszej reprezentacji razem z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. W meczu z Rosją do blokowania baszej bramki przydałby się Karol Guzikiewicz z tym gościem co prał kijem posła z PO. Pani Ewa Stankiewicz mogłaby z tego meczu zrobić fotoreportaż dla /Gazety Polskiej/. Mam nadzieję, że chiński paradoks i polskie image w tym tekście zasługują na uwagę.
17:53, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 maja 2012
Mogę zrozumieć irytację pana prezesa Jarosława K i jego charakterystyczny grymas, wobec klasy politycznej naszych niektórych posłów, wykrzykujących niewybredne czasami słowa z ław sejmowych podczas obrad Sejmu RP, ale porównywań pana prezesa nas Polaków do hitlerowskiej klasy politycznej na czele z ich wodzem i innymi ówczesnymi dyktatorami zrozumieć nie mogę. Nie tylko ja, ale i inni, a także Tomasz Lis też tego nie rozumie, choć zarówno moje ucho i młodsze od mego ucha, ucho Tomasza, wiele słyszało inwektyw i nie jest już takie wrażliwe na dźwięki. Od wielu już lat szukam sposobu na odreagowanie tych politycznych, negatywnych emocji. Wiele kilometrów na rowerze przejechałem z nimi. Nie jeden raz jadąc z nimi z dala od domu złapałem kapcia. Błąkając się po lesie słuchałem przyrody zimą i na wiosnę. Gitara, fortepian, a nawet harmonia potrafią rozstrojonego człowieka postawić na nogi. Ich lecznicze działanie zależy od tego jakiego utworu się słucha. Literatura też potrafi uzdrowić człowieka. Podobnie jak to jest z muzyką, wszystko zależy od tego co się czyta. W dawnych czasach w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, kiedy jeszcze radio rządziło. Pamiętam jak dziś radio o nazwie /Wola/ z białymi klawiszami od fal długich średnich i krótkich z dwoma gałkami i zielonym okiem i mnóstwo przeżyć z nim związanych, podczas słuchania muzyki i słuchowisk, a także i innych programów, które polskie radio nadawało. Lata pięćdziesiąte, sześć dziesiąte, choć rządziła w nich tzw. komuna, bez kozery mogę napisać, że to były piękne lata, które dziś przedstawiane są w sposób wypaczony i wybiórczy z niezwykle dużą dawką okrucieństwa i nienawiści międzyludzkiej. Każdy kto żył w tych trudnych dla Polski latach może uczciwie sobie odpowiedzieć jak było naprawdę. Osobiście chętnie bym powrócił do tamtych dawnych czasów. Dziś, dzięki Bogu i Partii wraz z dorastającymi kolejnymi wyżami i niżami demograficznymi znaleźliśmy się znowu po obu stronach politycznej barykady, którą prezes /Wolaków/ Jarosław Kaczyński wyznaczył nam wszystkim zamieszkałym pomiędzy Bugiem a Odrą. Moje miejsce wyznaczone przez prezesa znajduje się po stronie ZOMO i cieszę się z tego, ponieważ znajduję siebie w znakomitym towarzystwie postaci, dzięki którym uniknęliśmy tego wszystkiego co znamy z najgorszych kart naszej historii. Kiedy dziś słyszę prezesa Kaczyńskiego, który nas Polaków do Adolfa Hitlera porównuje, wczuwam się w mundur papieża, Benedykta XVI i jego poprzednika Jana Pawła II, który wielokrotnie witał się z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Reakcja słowna prezesa na wypowiedziane w Sejmie ostre słowa posła Janusza Palikota wydaje mi się mocno chybiona, ale widocznie emocje wzięły górę nad politycznym rozsądkiem prezesa. Nie pierwszy zresztą raz. Szkoda tylko, że tak wielu Polaków, a nawet uczonych hierarchów kościelnych, udaje się zwodzić Kaczyńskiemu. Poziom Adolfa Hitlera, do rangi którego porównał nasze obecne struktury władzy to jakaś zbrodnicza farsa, której nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Jedynie szpital psychiatryczny i lekarze podobni do tych z filmu /CK Dezerterzy/, którzy badali poczytalność por. von Nogaya, mogliby stwierdzić poczytalność naszego prezesa. http://www.youtube.com/watch?v=JsTvrSvqmBk [Z mowy Adolfa Hitlera w Obersalzbergu, 22 sierpnia 1939 r.: /Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś wyznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły/. /Podam dla celów propagandy jakąś przyczynę wybuchu wojny, mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie/. /Bądźcie bez litości. Bądźcie brutalni. Osiemdziesiąt milionów ludzi musi otrzymać to, co im się należy; należy im się zapewnienie egzystencji. Prawo jest po stronie najsilniejszego. Trzeba postępować z maksymalną surowością/. Wypowiedzi gubernatora HANSA FRANKA na posiedzeniu Rządu Generalnej Guberni z 30 maja 1940 r: /Cośmy dotychczas ujęli z polskich warstw kierowniczych [pojęcie to dotyczyło głównie inteligencji - np. podczas tzw. akcji A-B ujęto i zlikwidowano krakowskich profesorów, należy zlikwidować. Każdy następny przyrost należy znowu usunąć. Nie potrzebujemy tego elementu wywozić do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, gdyż będziemy mieli tylko kłopoty i niepotrzebną korespondencję z członkami ich rodzin. My ich zlikwidujemy tutaj na miejscu, w kraju. Zrobimy to też w sposób najprostszy/. W styczniu 1944 r: /Jeżeli wygramy wojnę, wtedy o nic nie będę dbał. Mogą zrobić siekaninę z Polaków, Ukraińców i wszystkich tych elementów pozbawionych jakichkolwiek wartości/. ZEZNANIA generała-majora policji ERNESTA RODE - dotyczące powstania warszawskiego w 1944 r. - złożone dnia 29 stycznia 1946 roku przed prokuratorem Jerzym Sawickim, członkiem Polskiej Delegacji przy Międzynarodowym Trybunale Wojskowym w Norymberdze: R: Himmler wydał rozkaz Greiserowi, aby wysłał policję z Poznania pod dowództwem Reinefahrta do Warszawy. Jedyna dalszą stojącą do dyspozycji rezerwą była brygada Dirlewangera.. S: Czy może Pan stwierdzić, że brygada Dirlewangera składała się w większości z przestępców? R: Tak jest. Kogokolwiek można było wcielić - wcielano, byleby był przestępcą. (..) Rozkaz, że Warszawa będzie zrównana z ziemia wydany został przez Hitlera. Dirlewanger posiadał wszelkie pełnomocnictwa i był upoważniony zabijać, kogo zechce, według swojego upodobania. (..) Himmler wysłał do Warszawy Dirlewangera i - co jest o wiele gorsze - brygadę Kamińskiego/. [Komentarz: W czasie Powstania Warszawskiego były radziecki generał Kamiński konkurował pod względem okropności zbrodni z brygadą Dirlewangera. Okrucieństwa dokonywane przez żołnierzy jego pięciopułkowej brygady RONA [Rosyjska Narodowa Armia Wyzwoleńcza - Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armia] przerażały nawet samych Niemców. Jego żołdacy od 4 VIII 1944 zajmowali się mordowaniem bezbronnej ludności Ochoty. Żołnierzy Kamińskiego walka z powstańcami właściwie nie interesowała; woleli mordować, gwałcić, rabować i pić...] Z pisma dowódcy SS i policji dla Wschodu z dnia 28 czerwca 1944 r.: /Reichfuhrer SS, w porozumieniu z generalnym gubernatorem, wydał rozkaz, by w każdym przypadku zabójstwa lub usiłowania zabójstwa Niemca rozstrzelać nie tylko sprawców czynu, o ile uda się ich ując, ale ponadto zgładzić wszystkich męskich krewnych sprawców, a żeńskich krewnych w wieku ponad 16 lat umieścić w obozie koncentracyjnym/. Z innych źródeł: Hitlerowcy zamierzali całkowicie zgermanizować tereny Europy środkowej i Wschodniej, zamieszkałe przez 65 ml ludzi, w tym przez 25 ml Polaków. Generalny plan 'Wschód" zakładał wysiedlenie i wyniszczenie oraz germanizację ok.50 ml Polaków, Rosjan i innych Słowian w ciagu 20-30 lat - oraz skolonizowanie ich ziem przez osadników niemieckich. 31 ml Słowian miało trafić na Syberię, a 14 ml (w tym 5 ml Polaków) pozostać siłą roboczą dla Rzeszy. 20 ml (w tym 5 ml Żydów) Niemcy zamierzali wymordować natychmiast. Niewielka cześć "najdoskonalszych rasowo" dzieci słowiańskich miała być zgermanizowana. Erich Maria Remarque "Cienie w raju": /W obozach koncentracyjnych obliczono, że jeden Żyd zdolny do pracy i młody wart jest tylko 1620 marek. Za 6 marek dziennie wypożycza się go do niewolniczej pracy w niemieckim przemyśle - jego wyżywienie w obozie ustalono na 60 fenigów dziennie. Dalsze 10 feningów: amortyzacja ubrania. Przeciętna długość życia: 9 miesięcy. To daje zysk wynoszący ponad 1400 marek. Do tego racjonalne zużytkowanie zwłok: złoto dentystyczne, dawne ubranie, przedmioty wartościowe, pieniądze zabrane ze sobą, włosy, po potrąceniu kosztów spalenia w wysokości 2 marek, czyni to ok.1620 marek zysku. Od tego odjąć nie przedstawiające wartości kobiety i dzieci, gazowanie i spalanie kosztowały okrągło 6 marek, to samo starcy, chorzy itp. (...) Wydarzenia w Niemczech nie zostały spowodowane i zainicjowane przez ludzi, którzy przybyli z księżyca, lecz przez dobrych Niemców, którzy z całą pewnością uważali się za takich.(....) Największe zakłady przemysłowe kraju miały pozawierane umowy z obozami koncentracyjnymi, zmuszającymi niewolników za bardzo niską opłatą, wpłacaną do kas obozowych, do tak długiej wyczerpującej pracy, że stawali się do niej niezdolni i byli potem pędzeni do pieców krematoryjnych. Liczne olbrzymie przedsiębiorstwa ciągną zyski z pracy nieszczęśliwych, wynędzniałych robotników. Pobudowały nawet file swoich zakładów w pobliżu obozów, żeby w ten sposób zaoszczędzić jeszcze na transporcie. Prawem jest to, co przynosi korzyść narodowi niemieckiemu/.] Musiałem te historyczne fakty z naszej historii przytoczyć, bo słowo Hitler bardzo łatwo niektórym politykom przez gardło przechodzi. Cała tajemnica tej irytacji polega na tym, aby odnaleźć właściwy dystans między własnymi i cudzymi kolcami. O to mi właśnie chodzi! Dalej są ci, którzy koniecznie chcą nami rządzić.
12:14, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 maja 2012
Pikuś Mały Na całe szczęście, dla naszych wszystkich wczorajszych i dzisiejszych krajowych, a także zagranicznych problemów i przeciwności, ostatnim ratunkiem okazać się może ukute za czasów komuny remedium i zarazem slogan pn. Mały Pikuś. Od wielu już lat owo czarodziejskie słowo działa na nasze ludzkie bolączki, a nawet duszne i skórne dolegliwości jak szara maść, lub szare mydło, kojąco. Jak się je wyrzeknie, to jak ręką odjął, a nawet więcej. Można powiedzieć że, Mały Pikuś jest jak aspiryna, po której człowiek się wypoci ze swoich bolączek i choroba po niej przechodzi, być może na innego delikwenta. Na podobieństwo znanego łańcuszka, Świętego Antoniego. Mały Pikuś, przy obecnych narastających problemach społecznych, którymi obrzucają się politycy i społeczeństwo na ulicy robi się trochę większy, ale na szczęście jeszcze nie gryzie. Można go przykryć czapką bądź beretem. Zasada podstawowa, to nie dokarmiać Pikusia politycznym mięsem, bo po takiej diecie Mały Pikuś może być dużym Pikusiem i wówczas może być problem. Dylemat z Małym Pikusiem jest taki, że jak będzie duży to Euro może się nie udać na Ukrainie i w Polsce. Powiem więcej. Nawet gdyby nasz słynny bramkarz, Janek Tomaszewski, którego talent nawet po Wembley, przyćmiewał talent Olka Jaszyna, odszczekałby to co powiedział i poszedł na mecz naszej reprezentacji, to Pikuś wówczas byłby malutki. Powiem więcej, bo przy Janku Tomaszewskim można o tym nawet napisać. Pikuś mi wyrośnie, niczym kaktus na dłoni jak Jarosław przeprosi Donalda. Gdyby tak się stało, pójdę nawet boso do samej Verony, z Wiliamem Szekspirem w kieszeni, w intencji naszych Kapuletich i Montekich, a także w sprawie Julii, by ją Wiktor zrozumiał, a może i pokochał. Zakończę optymistycznym akcentem. Nie dajmy się pożreć Pikusiowi.
09:25, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 maja 2012
Chłodziarko-zamrażarka, to urządzenie, które poza swoją codzienną domową i przemysłową przydatnością, w gospodarstwach domowych i przemyśle rolno-spożywczym, może być stosowane, by zagrożone życie ludzkie, przedłużyć również. Nie od dziś wiadomo bowiem, że żaba i inne organizmy zwierzęce, na okres zimy zapadają w sen zimowy, spowalniając swój życiowy metabolizm chłodem. Z tej szansy zimowej hibernacji poza sejmową zamrażarką, korzysta wiele zwierząt. Są nimi ssaki i płazy. Do stałocieplnych ssaków, które wykorzystują ten unikalny naturalny proces życiowy zalicza się niedźwiedzie, borsuki, wiewiórki i jeże, które mają kolce. Nietoperze nasze, które żywią się owadami, i mrówki także, też posiadają tę zdolność zimowego zasypiania. Żaba potrafi przezimować cała zamrożona po uszy w lodzie, by na wiosnę znowu rechotać w swoim wodnym środowisku. Sen zimowy jest hibernacją. Zwierzęta wykorzystują ten niezwykły stan spowolnienia procesów życiowych, muszą się pierwej do niego odpowiednio przygotować, zaopatrując się najprzód w dodatkową tkankę tłuszczową i podgardle, by z niej podczas snu z umiarem korzystać, nie chrapiąc przy tym głośno, by siebie nie wybudzić. Z hibernacją wiąże się spowolnienie akcji serca i mózgu, a co za tym idzie i innych procesów życiowych w organizmie żywym. W gorszej sytuacji są ci, którzy mają serce przeładowane politycznymi akcentami. Niektórzy ludzie we śnie są bardzo aktywni inni nie śnią wcale. Ci co śnią potrafią np. lewitować, ciało pozostawiając same sobie w łóżku, albo na ławeczce w parku. Lewitacja na ławeczce w parku jest lewitacją często spotykaną i występuje ona pod wpływem nadużycia. Człowiek zasypia na ławeczce w parku, albo na dworcu, bądź w wagonie pociągu, a budzi się w Koluszkach w /Białym domku/, lub w najgorszym razie w komisariacie policji. W szpitalu też można wylądować po takim śnie Bogu Ducha winnego człowieka. Takie sny, to margines, ale się zdarzają. Naukowcy kombinują jakby tu ludzi wysłać w kosmos na inną planetę i żeby do czasu dotarcia do niej ich procesy życiowe były zatrzymane. Już dziś wielu ludzi jest w stanie zamrożenia, oczekując w swoich zamrażarkach na ratunek medyczny w przyszłości. Mrozimy już embriony, serce, nerki i inne ludzkie narządy, by przeszczepić je nieuleczalnie chorym. Hinduscy Jogowie w Indiach, zamknięci w swych klatkach bez dostępu powietrza, potrafią spowolnić swój metabolizm do tego stopnia, że wytrzymują w nich bardzo długo, a nawet jeszcze dłużej. W niektórych sytuacjach życiowych przydałaby się ludziom hibernacja na długie lata, ale do tego potrzebne jest przenośne urządzenie do schładzania mózgu. Nasze Ministerstwo Zdrowia, któremu przewodzi przedsiębiorczy pan minister Bartosz Arłukowicz, powinno się zainteresować urządzeniem o nazwie /Rhinochill/. W brytyjskich szpitalach już je mają i jest stosowane. Marzenie ściętej głowy, by można je było umieścić w apteczkach pierwszej pomocy, z dopiskiem: - Dla politycznej klasy.
11:17, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 maja 2012
Pałac Nasza współczesna historia nasycona jest licznymi błędami faktograficznymi. Władza od zawsze wykorzystuje faktografię historyczną i tą literacką, do własnych celów politycznych, to jej przywilej i domena, dopóki, dopóty może wpływać na środki wyrazu własnego oblicza i sterować /ciemnym ludem/. Tak było za czasów faraonów i podobnie jest i teraz. Wszystko zależy od subiektywnego obiektywizmu, obowiązującej linii faktograficznej i tak zwanej chorągiewki, która wskazuje publiczności czyją stronę należy dzierżyć i która ona jest /demokratycznie/ słuszna. Słowem, o ile fakty zgromadzone są w pełni prawdziwe, to można nimi manipulować, tak jak to czynią adwokaci, albo sprytni młodzi doktorzy historii z IPN. Wszystko zależy od punktu siedzenia. Jednym ze znanych historyków poddanych tej faktograficznej fatamorganie był Arnold Joseph Toynbee. Zarzucano mu manipulację historią poprzez posługiwanie się mitami i przenośniami na równiz faktografią, a także za przepisywanie religii zbyt dużej roli w rozwoju cywilizacyjnym. /Ze wschodu na zachód. Podróż dookoła świata/, (Est to West), to autobiograficzna pisemna relacja Arnolda Joseph Toynbee, podróżnika i historiozofa z podróży po świecie. Wielka szkoda, że w tym faktograficznym obrazie cywilizacji ówczesnego świata Toynbee nie odnotował zwyczajów i zachowań w naszym kraju. Na szczęście my Polacy mieliśmy i mamy swoich faktografów, których niezależność różne miała oblicza. Wszystko zależało od tego dla kogo nasza historia była spisywana i komu miała służyć. Jak już wcześniej wspominałem, autorzy naszych faktograficznych wydarzeń jednym dodawali innym natomiast ujmowali ich zasługi dla Ojczyzny. Dziś jest podobnie. Podobnie jest również z ogniem i wodą. Trzeba tylko wiedzieć jaki cel przez połączenie tych żywiołów chce się osiągnąć. Dla Leszka Millera para z tej wody będzie szła w gwizdek, dla Janusza Palikota energia z tej pary może poruszać tłoki i koła maszyny, jak pisał Tuwim w /Lokomotywie/. Potrzeba tylko dobrej woli, aby gwizdek w tym zbożnym dziele nie gwizdał na próżno. Do naszych znanych i cenionych literackich faktografów zaliczyć należy Mikołaja Reja, tego samego, który urodził się w roku 1505 i który często nadużywał wyrażeń uważanych powszechnie za obraźliwe. Odległe to czasy, ale jakże wiekopomne, w których człowiek rozumem starał się posługiwać. Dziś Mikołajowi zarzuca się liczne błędy faktograficzne. Dla mnie Rej to ktoś, kto miał w sobie odwagę wielką, aby przeciwstawić się ówcześnie obowiązującej doktrynie i pisać prawdę o naszej społecznej rzeczywistości, dlatego też cieszę się, że dane mi było poznać jego współczesnego potomka z tej Rejowej linii, w osobie Pana Stanisława Jabłonowskiego, który przed II wojną światową zamieszkiwał w zespole pałacowo-dworskim w Przyborowie, obok Chotowej i Pilzna. Mikołaj Rej był częstym gościem Jana Amora Tarnowskiego, który 16 maja obchodzić będzie kolejną rocznicę swojej śmierci w ukochanej przez siebie Wiewiórce. Miejsce, w którym hetman Tarnowski umarł, jest dziś podzielone na trzy niezależne działki. Dzięki gościnności właściciela działki, pana Chudego z Wiewiórki, byłem osobiście w miejscu, w którym stała rezydencja Tarnowskich. Trochę mnie poparzyły pokrzywy, ale nie żałuję. Faktograficzna fatamorgana w wielu naszych współczesnych historycznych wątkach nasycona i nastawiona jest nienawiścią jednych przeciwko drugim. Faustyn Socyn z Lusławic jest tego dobitnym przykładem. /Małe złodziejaszki wieszacie, wielkim – nisko się kłaniacie/.
18:34, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Ule Prawda jest taka, że jak pszczoły wymrą, to i ludzie wyginą niczym mrówki i nawet Chuck Norris z reklamy bankowej nas nie uratuje. Do napisania tego tekstu zdopingowała mnie wiadomość, w której napisano o zagrożeniu życia pszczelich rodzin w związku ze stosowaniem chemii w rolnictwie, na terenie Polski, Europy i na całym świecie Bożym, w produkcji żywności modyfikowanej, a także tej naturalnej nawożonej obornikiem i gnojówką. Chodząc po polach i łąkach w poszukiwaniu pierwszych oznak wiosny wdepnąłem w ten nawóz śmierdzący, ale pomyślałem sobie, że to na szczęście, bo po przeoraniu, to co śmierdzi, dla gleby jest pachnące. Żeby żywot pszczół i ich pożyteczność dla ludu bożego - społeczeństwa obywatelskiego, miast i wsi, zrozumieć, należy pierwej poznać budowę, zachowanie i zwyczaje pszczoły, a także hierarchię tej rodzinnej, pszczelej zbiorowości, albowiem jest w niej miejsce nawet dla trutni, - jak kto woli, męskich /Ferdków Kiepskich/. Od pszczół bowiem zależeć będzie przyszłość zasobów ludzkich i ich powodzenie w biznesie. Stara jak świat prawda głosi, że pszczoły to miód, a miód to pszczoły. Zauważyli ją już Egipcjanie w Egipcie, w którym kolejne dynastie faraonów i ich kapłani w miodzie gustowali. W naszym kraju w miodzie gustował słynny Onufry Zagłoba, a także pozostała szlachta włościańska, będąc przez wieki, aż do utraty niepodległości pod wpływem miodu pitnego. Jedno jest pewne pszczoły nam nie wybaczą jak je zniszczymy bezmyślnie. W moim ogrodzie w Lidzbarku Warmińskim, porośniętym jabłonkami, wiśniami, agrestem, porzeczkami, i mnóstwem wielobarwnych kwiatów; - sześć uli mego ojca Kazimierza, graniczyło przez siatkę drucianą z dwunastoma ulami sąsiada, pana Józefa, którego znały wszystkie pszczoły. Zatrzymam się na tym ciekawym wątku z mego pszczelego bogactwa w latach dzieciństwa, by przejść do wnętrza ula i jego zasobów. Ul od czasu do czasu trzeba okadzać i sprawdzać, by wnętrzem ula w spokoju zarządzać. Ważne jest to, aby w ulu królowa była jedna, bo dwie ze sobą się nie zgodzą i ul może się wyroić do lasu. Nie wiem czy królowa brytyjska nadal potrzebuje ogrodnika, zgłaszałem się na ochotnika, ale nadal bez odzewu. Umiem kosić trawę kosiarką, a nawet i kosą, pielęgnować żywopłoty umiem, podcinać róże, dbać o klomby z bratkami i tulipanami. Na piwoniach, astrach i żonkilach również się znam, o oczku wodnym nie będę wspominał, bo nenufary i kaczeńce, to moja specjalność. Umiem przy tym śpiewać i tańczyć i nosić kapelusz słomiany również. Znam jak to wszystko robi ogrodnik ze słynnych na całą Polskę Lusławic gdzie w cudownym dworku otoczonym przepięknym parkiem i ogrodem zamieszkuje nasz wielki kompozytor, pan Krzysztof Penderecki. W tym wszystkim obok mogą być pszczoły wraz ze swoimi królowymi, które z Królową Matką brytyjską na pewno się zgodzą. Nie będę się pchał do tego brytyjskiego ogrodu na siłę, poczekam na moją królową Helenkę, która parę dni temu urodziła mi się w Kanadzie. Żeby była gotowa do rządzenia, będzie musiała nie jeden słoik miodu zjeźdź, zanim przyleci do miejscowości Kamianna, i zostanie w niej koronowana. Kamianna leży na szlaku do wód Krynicy Zdroju, do których swego czasu przez Tarnów, z Lidzbarka Warmińskiego, jeździł bp. poeta i bajkopisarz, książę i ks. Ignacy Krasicki. Krasicki marł w Berlinie w roku 1801. Mówi się, że miód pitny był ulubionym napojem poety. http://www.kamianna.pl/ Żeby to wszystko zrozumieć, łącznie z tym całym zagrożeniem dla życia pszczół na naszym globie musimy się cofnąć do Polski rozbiorowej. Słuchałem ostatnio jak prof. Ireneusz Krzemiński wypowiadał się w TV Polsat 2 na tematy polskie, dziwiąc się ogromnie tej nagonce na premiera, która przypomina trochę inwazję szerszeni, które do ula pszczelego chcą się dostać. Cieszę się niezmiernie, że onego czasu profesor Krzemiński w rozmowie o Kaczyńskim tak wpłynął swymi argumentami na prof. Staniszkis, że ta nie wytrzymała i wyszła ze studia w jeszcze czerwieńszych pąsach. W politycznym kontrataku, któryś z internautów profesora nazwał określeniem, którym minister Sławomir Gowin został obdarowany. Sam miód. http://forum.gazeta.pl/forum/w,902,112856705,112859318,Krzeminski_zacietrzewiony_gej.html Politycy są czasem jak trutnie, a zwolennicy tych trutni bywają czasami okrutni w swoich osądach, ale wiadomo powszechnie, życie pszczół nie jest łatwe, zwłaszcza w dzisiejszych nowoczesnych czasach. Drzewiej było im lżej. Wszystko zależy od człowieka, który jest ważnym ogniwem w biologicznym łańcuchu pokarmowym przyrody. http://www.youtube.com/watch?v=fk2GO0fiOAM Ważnym Panem od pszczelego dziedzictwa był założyciel szkoły pasieczników w Przemyślanach w roku 1857. Był nim Julian Lubieniecki. Dzieło /Zasady Pszczolnictwa/, to praca ks. Dolinowskiego, w którym jego autor opisuje metodę postępowania z pszczołami w ulu ramowym. O manipulacji w ulach Dzierżonia pisał nie będę, bo mogę zdradzić zwyczaje obowiązujące w kilku naszych ulach krajowych. Trutniem nie jestem, ale jak będzie trzeba, to mogę nim zostać. Zakończę urywkiem wiersza ks Jana Dolinowskiego: /Słodki plaster miodu – wielki dar Nieba! Jakżeć człowiecze wdzięcznym być trzeba? Pożytek z roli masz w pocie czoła, Czyliż cię tyle kosztuje pszczoła? Kawałek drzewa na jej mieszkanie, Oto jest twoje całe staranie.../. Chrońmy pszczoły, uważajmy na szerszenie.
11:53, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 kwietnia 2012
Najdroższy pies Nie jestem Chińczykiem, ale czasami chciałbym nim być po tych naszych wszystkich przemianach politycznych, zwanych także ustrojową transformacją, z IPN na jej czele, która widzi wszystko w kolorach białym i czarnym. Wczoraj oglądałem wstrząsający film, bodajże na TV Polonia, o rzezi polskich leśników w latach 40-tych XX wieku. Film niewątpliwie przejmujący i tragiczny opowiada o naszych trudnych czasach wzajemnych sąsiedzkich relacji na wschodnich terenach Rzeczpospolitej. Mój bliski kuzyn Władysław, leśniczy na Wołyniu, zginął w swojej leśniczówce od siekiery naszych ukraińskich sąsiadów. Nie jestem chow-chow, ale po wielu dobrych, a także i złych zmianach w naszym kraju, gospodarczych, kulturalnych, które promieniują dzisiaj naszą tradycyjną, polską wzajemną gościnnością – można ją było zaobserwować w odcinki serialu /Świat według Kiepskich/ pt./Sylwester narodów/, w którym to Marian Paździoch chwali się znajomością języka chińskiego w narzeczu mandaryńskim, a mający duży potencjał społeczny Ferdynand Kiepski prowadzi poważny dyskurs z prezesem Kozłowskim, o tych co żółwie jedzą. Jest tam jeszcze o majorze Rybie, artylerzyście, w stanie spoczynku i o IPN, który interesuje się prezesem. Słowem, góra z górą się nie zejdzie, a porządny człowiek z porządnym człowiekiem zawsze, i jeszcze jedno z tego sylwestrowego odcinka do tej wrzutki dołączę. Otóż jak zapewnia prezes Kozłowski, fundusze unijne na nasz /polski bal/, integrację i dialog społeczny trzeba koniecznie wykorzystać do samego spodu, bo lepiej stuknąć raz, a dobrze, niż pierdzieć po kawałku, z fałszywą życzliwością i takim samym szacunkiem dla siebie samych. Bywa, że czasem z tego łagodnego i sympatycznego chińskiego psa, muszę się przedzierzgnąć w agresywnego amstafa, aby przetrwać i nie dać się podgryzać fanatycznym odmieńcom rodem z /Gwiezdnych wojen/. Być może Vader to wszystko przeczyta, albo o Tadeusz razem z Jarosławem. Chiny od wieków były isą potęgą światową dzięki swoim wrodzonym wszechstronnym zaletom. Wzajemnym szacunku, życzliwości, mądrości, pracowitości, i wielu innym cechom, dzięki którym ten kraj, czy chcemy tego czy nie, wyrasta na największą potęgę na świecie, nawet bez Cesarza. Jak będą chcieli, to go będą mieli dla świętego spokoju w swej ponad miliardowej rzeszy. Chow-chow towarzyszy mi od pewnego czasu, i muszę stwierdzić, że się z nim związałem choć wcześniej moim awatarem był mój czarny kundel pudel, o imieniu /Kacper/. Kacpra już nie ma, niestety. Miałem go od małego przez kilkanaście lat. W ciągu swego miejskiego życia był przez nas bardzo kochany, ale był też wielokrotnie pogryziony przez amstafa, sąsiada. W końcu poległ na swej drodze, w pogoni za wybranką swego serca. Piękna śmierć. Nie chcę jej wspominać, bo mnie ściska w dołku. /Kacperka/uwieczniłem na swoim filmiku. Jak ktoś chce może go obejrzeć w YouTube na moim kanale. http://www.youtube.com/user/CKDezerter50?feature=mhee W Chinach jeszcze nie byłem. Prawdopodobnie /Chiński Mur/ najlepiej widać z /Krateru Kopernika/, leżącego na wschodniej części /Oceanu Burz/ Księżyca, ale na Księżyc jeszcze się nie wybieram, chyba, że pan prezes wszystkich Wolaków wyśle mnie tam na wieczną banicję. Rasa chow-chow przybyła do Chin prawdopodobnie z Mongolii i dlatego z tego powodu jest ona nazywana mongolskim psem bojowym. Osobiście nie mam bojowych inklinacji. Nie mam również, wrednego czasami, charakteru Pekińczyka. Wybrałem chow-chow ponieważ jest to piesek o łagodnym usposobieniu i kto wie czy nie stanie się moim psem w realu. Chow-chow coraz bardziej do mnie przemawia, chociażby z powodu swojej niezależności. Nie wolno poddawać chow-chow jakimkolwiek szkoleniom gdyż są bardzo uparte. Ja również, ale niektóre mądre istoty wiedzą jak z takimi postępować. Nie będę zdradzał tej słodkiej tajemnicy, bo trzeba do tego dojść samemu. Jedna z zasad, której się trzymam mówi: - /Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć/. Nie chcę nikomu radzić, ale gdy ktoś znajdzie się pod tzw. ścianą, albo polskim murem nienawiści, która zagościła w naszym kraju na dobre, niech sięgnie do kuchni chińskiej. Można ją w jednym gorącym kociołku uwarzyć. Polecam również chińskie przysłowia, które wraz z polskimi współgrają w swej mądrości. Pragnę zakończyć optymistycznie. W latach pięćdziesiątych Chiny PRL obroniły przed wschodnią interwencją. Dziś nadarza się okazja by znów z ich pomocy skorzystać. Premier Waldemar Pawlak podobnie jak Fryderyk Chopin, ma w Chinach nadal wielu słuchaczy, a nawet swoich wielbicieli i zwolenników. Wcale nie podejrzewam pana premiera o chińskie pochodzenie, choć jakby się bliżej przyjrzeć, to kto wie. Nawet jakby tak było, to bym się tym pochodzeniem nie wstydził, bo mam kilku znajomych chińczyków i wiem, że można na nich polegać jak na Zawiszy, bez kozery. Chińczycy są pamiętliwi i zapewne kojarzą byłego premiera z Polonezem m-ki Polonez. /To, co się jawi,nie istnieje wcale. To, czego nie ma, jest zawsze obecne/.
13:08, szymek_50 , Różne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33
Tagi